• Wpisów: 9
  • Średnio co: 17 dni
  • Ostatni wpis: 67 dni temu, 16:05
  • Licznik odwiedzin: 1 487 / 178 dni
 
cieloaqui
 
Zjedzone:
- 2 brzoskwinie
- 4 wafle ryżowe
- Donut z cukrem
- 3 kanapki z białym serem i lutenicą
- maślanka straciatella
- kawałek melona
- 3 kawałki smażonej ryby, brokuł, ogórki kiszone
- maślanka straciatella na przemian z waflami ryżowymi
- 2 kawałki przepysznego ale masakrycznie kalorycznego ciasta wg. przepisu mojej mamy (całe z masła, w polewie na bazie masła)

Zastanawiacie się pewnie co tu robi ten np. donut.
Ja też.
Ale niestety tak mam dość często - robię zakupy i jem. Biorę coś i zaczynam jeść w sklepie, oczywiście nie całość zawsze zostawiam minimum połowę żeby zapłacić i nie wyglądać jak wygłodniałe dziecko chociaż zirytowane miny kasjerek już za bardzo mnie nie ruszają. I tak sobie biorę, bo najdzie mnie ochota, a potem wiadomo - dokończy się, bo tak mało zostało itp.
To najgorsze podejście jakie może być.
4-5 mniejszych posiłków <- to jest naprawdę klucz do sukcesu. Znany, ale dla mnie niestety nie taki prosty. Raz, kiedyś trzymałam się skrupulatnie i ćwiczyłam z Chodakowską przez tydzień. Podziałało, czuć było zmianę. Po tygodniu już trzymanie tego zorganizowanego stylu życia umknęło razem z efektami, ponieważ wymaga czasochłonnego przygotowywania posiłków i..

Właśnie zauważyłam, że znowu to robię.
Zaczęłam pisać ten post żeby podsumować siebie samą i jednocześnie zmotywować na zasadzie juhu ok, było tak jak było ale będzie super, a ja daję kolejne wymówki czemu tyle jem, czemu nie stosuję się do prostych zasad. Może czas z tym skończyć i próbować od nowa. Tym bardziej skoro wiem, że się da!

Teraz zrobiłam Chodakowską. Skalpel. Nie ćwiczę z nią, ani wgl z filmikami z YouTube prawie wcale, kiedyś robiłam to zdecydowanie częściej i pamiętam jak w jednym ze swoich treningów mówi "Kiedyś te ćwiczenia staną się tylko codzienną przyjemnością". Fakt - jeszcze kilka lat temu skalpel stanowił dla mnie wyzwanie, później taki trening na zasadzie - męczący, ale dobry żeby się ruszyć; teraz - faktycznie jest dla mnie przyjemnością, ćwiczenia są dość 'lekkie' chociaż i tak się pocę.
Dlatego nie postrzegam tego jakoś tak super yeah ale dzisiaj zrobiłaś trening, raczej na zasadzie najważniejsze to rusz tyłek.

A to czasem jest o wiele trudniejsze niż samo wykonanie jakiegoś ćwiczenia.

Jutro ja - duża, ciężka i nienajmłodsza na takie rzeczy osoba zaczynam akrobatykę!!! Zawsze chciałam to robić, ale o ile czegoś spróbowałam wychodziłam z kontuzjami, ponadto mam i to nie jedną. Boję się strasznie bo a) nie chcę sobie zrobić krzywdy co jest bardzo proste, wiem o czym mówię b) z drugiej strony nie chce być tam ciamajdą.
Bądźmy dobrej myśli.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego